Deficyt kontaktu z naturą


Czuję pewien deficyt, niedosyt rozmowy o „deficycie kontaktu z naturą”.
Nie tylko dlatego, że podczas Konferencji „Deficyt kontaktu z naturą u dzieci
i młodzieży XXI wieku, a praktyczna edukacja w nauczaniu przedmiotów przyrodniczych", zorganizowanej przez Fundację Park Śląski w Chorzowie,
sesji posterowej de facto nie było (a był tam mój poster). Dlatego, też, że poza ludźmi związanymi ze środowiskiem przyrodniczym ten temat w ogóle nie istnieje. 

Opowiem Wam, więc o moim posterze pt. „Dzieci, dzika natura miasta”. Dzieci mają dziką naturę. Dziką w porównaniu do natury dorosłych - uspołecznionej, ucywilizowanej. Dzieci chcą doświadczać, wszystkiego dotknąć, spróbować, zobaczyć, zrobić teraz. Są szczere, bezkompromisowe. Chcą, są tu i teraz.
A może tylko moje dziecko tak ma? Oto dwie sceny z przedziwnego miasteczka, w którym przyszło mi mieszkać:

Scena 1. Mamusia: „Michasiu, spójrz jaki ładny gołąbek!” Michasiowi, lat niespełna 2, pojawia się błysk w oku, zaczyna gonić gołąbka. Mamusia: „Michasiu nie goń, gołąbka i tak go nie złapiesz, poza tym nie wolno biegać
po trawniku, idziemy chodniczkiem, tak ładnie” .

Scena 2. Lena, lat 5 wspina się na drzewo (Lena wspina się na wszystko co spotyka na swej drodze i jest wyższe niż 1 metr). Zuzia: „Mamo, ja też tak chcę!” Mamusia: „Nie. Ty tak nie potrafisz. Jeszcze spadniesz i co wtedy będzie?”

Wiem, że większość z nas zna takie sceny. Obserwuje je na co dzień. Dlatego powtarzam, że moim zdaniem temat deficytu natury wśród „normalnych” ludzi nie istnieje. Dzieci mają ograniczany kontakt przyrodą, lub nie mają go wcale. Zabawki edukacyjne, co dzień ta sama piaskownica, kanał edukacyjny 3 godziny dziennie, nuda. Nuda, która zabija w dzieciach ten pierwotny, dziki zew.

Oczywistym jest, że regularne przebywanie, swobodna zabawa, we wszelkiego typu terenach zielonych, a zwłaszcza w lesie ma pozytywny wpływ na rozwój dziecka. Od oddychania świeżym powietrzem, przez rozwój mózgu,
do kształtowania humanitarnych postaw. To właśnie w swoim naturalnym środowisku dziecko może/powinno doświadczać, eksperymentować, być. 

Dlatego tak bardzo cieszę się, że problematyka, jak była podnoszona podczas Konferencji, taka jak formy i metody zajęć terenowych, interpretacja przyrody, jest już wśród edukatorów leśnych „przerobiona”, albo jest od dawna „przerabiana”. Zdobyta już wiedza, doświadczenie czy sama świadomość na temat istnienia deficytu kontaktu z przyrodą stawia nas kilka kroków dalej, wyżej, przed szumnie mówiąc „ogółem społeczeństwa”. To niewątpliwy przywilej. Cieszę się, że tak dobrze, mądrze korzystamy z tego przywileju. Towarzysząc dzieciom i ich opiekunom w terenie dajemy im to, czego nie zastąpią najnowsze nawet technologie. 


Na swoim podwórku od kilku lat obserwuję fenomenalne zjawisko. Prawy brzeg warszawskiej Wisły. Las, chaszcze, kręte ścieżki wśród drzew i plaże. Ludzie mówią, że to „dziki”, „naturalny” teren. Chcą tu przebywać, mówią, że to jest „ich miejsce”. Najbardziej cenią ciszę, dopiero na drugim miejscu stawiają kontakt z przyrodą. 

Niewiele tu dzieci. Dlaczego? Bo są tylko dwa place zabaw…

Alicja Gasek

Share this:

, ,

CONVERSATION

0 komentarze :

Prześlij komentarz