Źródło


Na pewno doskonale to znacie. Zajęcia w terenie, znudzona grupa nastolatków, dwoicie się i troicie, ale skupienie uczestników zajęć osiąga niebezpieczny poziom geograficznej depresji, a wy zastanawiacie się usilnie co zrobić, żeby wzbudzić ich zainteresowanie. Tekst: Katarzyna Klimek.
Miałam kiedyś taką grupę na ścieżce edukacyjnej na torfowisku. Dotychczas miejsce broniło się samo - rosiczki, widłaki, torfowce, wąskie kładki na potorfiach, mokre buty zachwyconych dzieci. Tym razem jednak nic nie robiło wrażenia, a ja czułam, że zajęcia skończą się porażką. Był to czas, kiedy praktycznie każdą wolną chwilę spędzałam na graniu w „Wiedźmina” i pewnie dzięki temu wpadłam na pomysł, jak znaleźć między nami nić porozumienia. Utopce, błędne ogniki, topielce, rusałki – to było to. Nagle zajęcia i przestrzeń wokół nas nabrały innego wymiaru. Skąd w kulturze ludowej, a później masowej wzięły się opowieści o zgubnych trzęsawiskach? Dlaczego ludzie bali się bagien, czym tak naprawdę były błędne ogniki, które wodziły wędrowców na manowce i jak można było się przed nimi uchronić? Próbowaliśmy pijanicy łochyni i wypatrywaliśmy kwiatów bagna zwyczajnego, których pyłek był często sprawcą opowieści o dziwnych bagiennych widziadłach i powodem splątania dróg (i nóg!) błądzących po bagnach. Zajęcia chyba uratowałam, ale doświadczenie to sprawiło, że częściej postanowiłam sięgać do źródła, do moich korzeni i tradycji w pracy edukatora leśnego. 
Leśnictwo i zawody z nim związane zawsze były stymulatorem życia gospodarczego i społecznego lokalnych społeczności. Z pożytkami płynącymi z lasu wiążą się ginące już niekiedy zawody bartnika, bednarza, cieśli czy kołodzieja. Warto przypominać je, a nawet odtwarzać podczas prowadzenia zajęć z edukacji przyrodniczej. 

Naszą siłą jest różnorodność. Pracujemy w różnych miejscach w Polsce, mamy swoje regionalizmy, dialekty, gwary. Mamy swoje tradycje i zwyczaje, swoje regionalne kuchnie, zwyczajowe nazwy, znamy legendy z naszych stron i opowieści przekazywane od pokoleń. Właśnie, opowieści! Wszyscy bardzo je lubimy, snute przez nasze matki i babcie wprowadzały nas w dzieciństwie do innego, magicznego świata. Dlaczego nie wykorzystać ich teraz do tłumaczenia przyrody, do pobudzenia silnego z nią związku?

Kiedy jako dziecko bałam się burzy dziadek zalecał, żeby w dłoni ściskać dwa listki leszczyny, miały mnie ochronić i dodać odwagi. Podobno to w cieniu leszczyny schroniła się uciekająca przed żołnierzami Heroda Święta Rodzina. Z kolei „trzęsąca liśćmi” osika została ukarana przez Boga, bo odmówiła schronienia małemu Jezusowi: „skoro się boisz, powiedział do osiki Pan Bóg, będziesz się tak bała do końca życia”. Prawdopodobnie jednak dobro lub zło przypisywane konkretnym gatunkom drzew mają swoje korzenie jeszcze przedchrześcijańskie, więc jest to doskonały przykład synkretyzmu religijnego.  

Drzewa w wierzeniach słowiańskich mają bogatą symbolikę. Dzielą się na męskie – dąb, buk, jawor i żeńskie takie jak brzoza, lipa czy wspomniana leszczyna. Są łącznikami pomiędzy światem ziemskim i nadprzyrodzonym, symbolizują oś wszechświata i jego środek dlatego tak często sadzone były przy kościołach, kapliczkach i cmentarzach. Drogi, a szczególnie ich rozstaje oraz miedze uważane były za miejsca graniczne, niczyje, a wiec niebezpieczne. Mogły stać się miejscami ataków sił nadprzyrodzonych dlatego, w celach ochronnych, sadzono w tych miejscach najczęściej dęby, lipy i klony, które były swego rodzaju ekwiwalentem krzyża. Drzewa mogły być także siedzibą złych mocy, co znalazło odzwierciedlenie w ludowych przysłowiach, np. „Kręci się jak diabeł pod suchą wierzbą”. Słowianie wczesnego średniowiecza łączyli poszczególne gatunki drzew z konkretnymi bogami, jednak zdecydowanie najważniejszymi drzewami u Słowian były lipy i dęby. 

Dąb przypisywany był gromowładnemu Perunowi. Uważa się, że działo się tak ze względu na częste uderzenia piorunów w samotne, potężne i stare dęby. Z kolei lipa była zawsze przeciwstawiana twardemu, silnemu, męskiemu dębowi. Była symbolem płodności, żeńskiego spokoju i łagodności. Związana była ze słowiańską boginią Ładą, a u jej stóp proszono o urodzaj i zdrowie inwentarza, z jej miododajnych kwiatów robiono zdrowotne napary, a u jej korzeni często wypływały cudowne źródła.
Pozostałe gatunki drzew także miały swoje znaczenie w obrzędowości słowiańskiej. Brzoza związana z młodością, kobiecością i witalnością była najczęściej wykorzystywana podczas świąt wiosennych. Z jej gałązek dziewczęta zaplatały wianki, wokół brzóz tańczono i bawiono się. Gałązki brzozowe odłamywane z tradycyjnych ołtarzy przystrajanych na uroczystość Bożego Ciała miały chronić chałupy przed burzą i zagony przed „robactwem”. Jednak najważniejszą rolę odgrywały wianki brzozowe zaplatane w słowiańskie święto miłości, Noc Kupały. Panny ustawiały się tyłem do drzewa i rzucały za siebie wiankami do momentu, aż wianek zawisł na gałązce. Tyle lat trzeba będzie czekać na męża ile prób wykonano. Brzozowe wianki puszczano także na wodę i obserwowano uważnie jak wianek płynie. W ten sposób wróżono o losie właścicielki wianka. 

Kalendarz świąt obrzędowych bardzo silnie związany był z przyrodą i upływał w jej rytmie. Drzewa w kulturze ludowej pełniły funkcje lecznicze, magiczne i mediacyjne. W zależności od tego skąd pochodzą nasze korzenie, znamy nieco odmienną ich symbolikę. W Wielkopolsce do dziś istnieje wiosenny obrzęd obchodzenia wsi z gałązką zielonego drzewka, najczęściej sosny lub świerka. Maik, gaik, nowe latko to tradycja związana najczęściej z czwartą niedzielą Wielkiego Postu, miała na celu rytualne otwarcie okresu wegetacji. Grupy dzieci i młodzieży obchodziły wieś niosąc gałązkę lub czubek drzewka przystrojony kolorowymi bibułami i wstążkami, a czasem także z lalką utożsamianą przez niektórych etnologów z „panią wiosny”. Niekiedy lalkę zastępowały młode dziewczęta, które odwiedzając z gaikiem domostwa miały zwiastować wiosnę. Tradycja ta w różnych częściach Polski i Europy ma nieco inny charakter, ale jednakie znaczenie.

Drzewa mają szczególne znaczenie w słowiańskiej symbolice, czczono je i sadzono nie tylko ze względu na ich lecznicze właściwości, ale przede wszystkim wierzono w ich magiczne, opiekuńcze moce. Związek człowieka z przyrodą jest na tyle silny, że wiele z tych wierzeń zachowało się w naszej kulturze do dziś. Myślę, że odwoływanie się do naszych korzeni podczas prowadzenia zajęć z edukacji leśnej będzie nie tylko ciekawym ich urozmaiceniem. Opowieścią możemy zaprowadzić uczestników naszych zajęć do źródeł - źródeł własnej tożsamości i świadomości własnego pochodzenia. A dopiero znając je możemy otworzyć się na inność i zaangażować w odkrywanie świata i innych kultur. Mam nadzieję, że ta krótka opowieść z pogranicza edukacji leśnej i regionalnej was też zaprowadziła do źródła – inspiracji i świadomości wyjątkowości własnej tradycji. 

Share this:

CONVERSATION

0 komentarze :

Publikowanie komentarza